środa, 7 sierpnia 2013

Sława cz. 2

Wyszłam po czym zobaczyłam przed moim domem Fran, Camillę, Maxiego, Bracho, Napo i Broadweya. Ja zapytałam czego chcą a oni że Leon im wszystko powiedział, że teraz nie będę mieć czasu dla nich. Ja chciałam coś zaprzeczyć, ale kiwnęli ręką i poszli dalej. Mi na policzku popłynęła łza. Przyszedł mój menedżer i powiedział żebym się ubierała bo jedziemy do Los Angeles. Ja poszłam i tak zrobiłam. W tej chwili moi dawni przyjaciele mnie nie obchodzili prócz Tomasa, który we mnie wierzył i nigdy nie zwątpił. Zapytałam go czy by chciał ze mną pojechać ale on odpowiedział że to za daleko. Wyruszyliśmy. W sumie to jechaliśmy 5 godzin a potem lecieliśmy samolotem czyli ja z moją ekpią bo nikt z moich bliskich nie miał chęci ze mną jechać. W Los Angeles a dokładniej w Californi dałam dwa koncerty po czym wróciłam do domu cała wyczerpana. Poszłam spać i nawet nie wiedziałam kiedy usnęłam.
Następny dzień.
Obudził mnie mój menedżer gdy pukał do moich drzwi. Powiedział mi że dziś mam dać koncert tu u nas. Ja się ucieszyłam. Jednak podjęłam jedno ryzyko, które nikomu nie powiedziałam. Gdy już weszłam na scenę to najpierw powiedziałam takie słowa ; " Moi drodzy przyjaciele i nie przyjaciele. Wiem, że dużo złego zrobiłam zostawiając was samych i dziś officialnie chciałam was przeprosić. Przeprosić za to czego dokonałam samomylśnie. Dostałam też nauczkę, że to nie sława jest w życiu najważniejsza tylko przyjaźń i miłość które prze zwyciężą wszystko....'' Po tych słowach zaczęłam śpiewać moją napisaną ręcznie piosenkę. Nagle na scenę weszli wszyscy moi przyjaciele i zaczęli mnie przytulać. Ja też ich przytuliłam. Nawet Leon powiedział że znowu chce ze mną chodzić! I że przeprasza za wszystko. Ja byłam taka szczęśliwa że jednak los sie do mnie uśmiechnął. Zaczęłam płakać ze szczęścia i jednocześnie śmiać się. Podeszłam jeszcze do mojego menedżera i powiedziałam że zrywam z nim umową. Powiedziałam sobie że chcę być sobą a nie udawać kogo innego. Następnie Leon znowu wrócił do mnie do domu i znowu mieszkaliśmy razem....

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz