wtorek, 24 marca 2015

Dziękuję że byłaś..

List od Leona: 
"Kochana Violu. Wiem, że nie jesteśmy już razem, co mnie bardzo boli. Zerwaliśmy a ty stałaś się inna. Tak samo jak ja. Nie mogłem bez Ciebie żyć, ale nie było tego widać po mnie. Martwię się o Ciebie czy w ogóle się wybudzisz. A jeśli jednak nie? To będziemy żyć razem tam na górze. Popatrz, dziś mamy takie ładne niebo, niebieskie i bez chmurne. Mam nadzieję, że Cię tam zobaczę i będziemy żyć wiecznie. Dziękuję, że byłaś.. i będziesz, ale w innym świecie. Kocham Cię i nie szukaj mnie (bo na pewno nie jestem w domu, nie.. skąd taki pomysł?! ) bo mnie nie znajdziesz. Do zobaczenia w innym wymiarze. Twój na zawsze.. Leon." 
V: CO!? Jak to?! To nie możliwe.. Leon.. Co ja zrobiłam? Muszę go odnaleźć. 
Wstałam z łóżka, zrobiłam pierwszy krok i upadłam na ziemię. Nie było obok mnie żadnych lekarzy więc miałam szczęście. "Ał.. Przecież ja nie dojdę do Leona.. Violetta dawaj! Dasz radę" Jedną ręką podparłam się ku łóżku i wstałam. Idąc w strone Leona potykałam się jedną nogą. Bardzo mnie ona bolała, ale dla Leona zrobię wszystko. Po 15 minutach dotarłam do jego domu. Zapukałam jednak nikt nie odpowiadał. Wzięłam zamach i próbowałam wywarzyć drzwi. Nareszcie udało mi się. Upadłam na podłogę i nie miałam jak wstać. Postanowiłam, że będę się czołgać aż do pokoju Leona. Gdy tam dostałam się drzwi były zamknięte, jednak tutaj wystarczyło abym otworzyła je klamką. Tak też zrobiłam. Ku mojemu zdziwieniu nikogo nie było. Postanowiłam pójść do kuchni. Z daleka zobaczyłam wystającą rękę. Wstałam o własnych siłach i zaczęłam biec potykając się na nogę. Gdy zobaczyłam Leona nie przytomnego leżącego w środku kuchni oprzytomniałam i wiedziałam co zrobiłam.. "To wszystko przeze mnie.. " Uklękłam przed nim. W ręce trzymał jakieś tabletki, które pewnie zarzył..
V: Leon.. Proszę żyj.. Nie odchodź - Mówiłam do niego z płaczem w oczach. - Jesteś zbyt młody a żeby umierać. To ja powinnam umrzeć nie ty! Jesteś głupi że tak postąpiłeś. 
Obwiniałam go tak z 5 minut. Nagle do ręki wzięłam tabletki te które wziął Leon. Popiłam wodą Po czym położyłam się koło niego i pocałowałam w policzek. 
V: Dziękuję że byłeś.. i będziesz... 

poniedziałek, 23 marca 2015

Ona żyje!

*Leon*
Siedziałem w sali przy Violi. Rozmyślałem nad przyszłością. Ja i Violetta i nasze dzieci.. A teraz Violetta.. Ona może umrzeć, a to wszystko przez takiego jednego głupiego chłopaka.. czyli mnie. Dobra koniec oszukiwania samego siebie. Muszę z tym skończyć.
A więc pozostaje mi pożegnać się. Napiszę list. *15 minut później* Skończyłem. Zostawię go na stoliku przy Violi. Podszedłem do stolika i go położyłem. Popatrzyłem w jej śpiące oczy. Nawet jak są zamknięte są takie piękne. Może ostatni raz ją pocałuje? Tak to dobry pomysł. Usiadłem po bokach łóżku, popatrzyłem ostatni raz w jej zamknięte oczy. Moje też się zamknęły i.. pocałowałem jej suche i lekko siwe usta.
L: Kocham Cię.. Zawsze byłaś dla mnie najważniejsza pamiętaj o tym...
Wyszedłem z sali. Nie oglądałem się za siebie. Widziałem jak lekarze szybko biegli b stronę jej sali, pewnie po to by ją odłączyć. Ale po co biegli? Nie mogli iść? Eh.. Nie ważne.
Po 15 minutach dotarłem do domu cały we łzach. Nikogo na szczęście nie było, rodzice w pracy. Poszedłem do kuchni i wyjąłem jakieś tabletki. Nasypałem garstkę na rękę i popiłem wodą. Wiedziałem co robię. Nie chcę żyć już na tym świecie. Łzy spływały mi po policzku gdy nagle zrobiło mi się ciemno przed oczami i zakręciło w głowie. Upadłem na ziemię zachaczając głową o wystający kąt szafki...
*Violetta*
Siedziałam przytulona sama do siebie w ciemnym pomieszczeniu. Sama.. jak palec. Było mi strasznie zimno, a z ust wydobywała się para jak chciałam coś powiedzieć. Cała się trzęsłam z zimna. Nie wiedziałam, gdzie jestem ani co robię. Nic nie czułam. Nagle zobaczyłam małą jasną kropkę daleko ode mnie. Wstałam i zaczęłam w jej stronę iść, a ona się ciągle powiększała. Byłam już bardzo blisko niej. Wyciągłam w jej stronę rękę i całe światło ogarnęło otaczającą mnie przestrzeń. Było mi tak przyjemnie i ciepło. Iii nagle poczułam jak ktoś mnie trzepie, moim ciałem. Obudziłam się.
Lek: VIOLETTA! ONA ŻYJE! STAŁ SIĘ CUD! 6 dzień śpiączki! Alleluja! Dzwońcie po jej rodziców!
V: Ałaaa.. Moja głowa. Strasznie boli.. Gdzie ja jestem ? W niebie? Jesteście moimi aniołami?
Lek: Co ty mówisz! Jestem twoim lekarzem. Jak dobrze, że się wybudziłaś. Teraz odpoczywaj. Zaraz pielęgniarka przyniesie ci leki które musisz wziąść.
Lekarz wyszedł a ja zobaczyłam list na stoliku. Ciekawe od kogo. Wzięłam niechętnie do ręki. Otworzyłam i wyjęłam kartkę. To co tam było napisane.. Popłakałam się..

poniedziałek, 16 marca 2015

Ona się nie wybudzi...

*Leon*
Na sali w której leżała Viola zostałem już tylko ja. Herman pojechał do domu z Priscillą i Ludmiłą. Byli zmęczeni, a ja nadal czekam, aż ona się obudzi. "To moja wina, jakbym z nią nie zrywał pewnie nie doszło by do tego. Ona mnie na prawdę kochała, a ja... To spieprzyłem. To ja powinienem leżeć na łóżku za to wszystko, a nie ona. Ona nie zasługuje na śmierć. Dawca... Musi się znaleźć inaczej.. nie. inaczej nie będzie". Wziąłem jej rękę do mojej i mocno ścisłem. "Wszystko będzie dobrze, obiecuje." Wstałem i pocałowałem ją w czółko. Wyszedłem z sali i patrzyłem się na nią przez szybę. Nagle zawróciło mi się w głowie. Przewróciłem się i upadłem. Straciłem przytomność. Okej już w porządku. Właśnie leżę na łóżku szpitalnym i są przy mnie wszyscy lekarze. Nie wiem o co chodzi, przecież to tylko zasłabnięcie...
Lek: Oo Leon się obudził. Dobra to robimy badania.
Przyłożył do mojej rozpiętej koszuli jakieś macki i podłączył do jakiegoś sprzętu. Zobaczyłem w niej moje serce. Tak ładnie i powoli biło. Tak samo jak Violi.. Gdybym mógł coś zrobić, coś odważnego, żebym był bohaterem Violetty. Nic mi nie przychodzi do głowy. Właśnie leżę i modlę się za nią aby się w końcu obudziła.. To już 4 dzień jej śpiączki. Nie wytrzymam nie widując jej uśmiechu, łez i.. jej pięknych oczu. Są jak karmelki lub czekolada takie słodkie i brązowe. Mógłbym długo o nich mówić, ale.. czas goni. On nigdy się nie zatrzyma, nie poczeka. Czekajcie.. Moje serce... Jej serce
L:DLACZEGO!?
Krzyknąłem na całą salę. Wszyscy się na mnie popatrzyli jak na jakiegoś dziwnego człowieka. Dobra wiem, że nim jestem ale wpadłem na pomysł.
Lek: LEON!? Co jest?! Ratujmy go!
L: NIE! Proszę przestać i niech pan zabierze te ręce od mojego ciała.. Nic mi nie jest
Lek: Krzyczałeś więc musiało się coś stać.
L: Bo wpadłem na mega pomysł. Violetta.. Ona potrzebuje kogoś..
Lek: Niestety.. Obawiam się że to już jest za późno.. Prawie piąty dzień śpiączki. Przykro nam to stwierdzić, ale obawiam się że Violetta.. Pańska koleżanka.. Ona..
L:Człowieku! Śpiesz się! Czas nie poczeka! Ahh z kim ja pracuje !
Lek: Ona się już nie wybudzi!
Nagle poczułem jak coś we mnie pęka. Tak od środka. Czułem już to raz. Tuż po rozstaniu z Violettą, jednak to nie ten sam ból. Ten jest silniejszy...