Szłem do studia. Niestety tam jej nie było. Postanowiłem , że pójdę za studio. Zauważyłem, że strasznie dużo jest gałęzi od drzew. Ledwo, ale jakoś przedarłem się przez nie. Rozejrzałem się dookoła i zobaczyłem jakąś dziewczynę leżącą na trawie. Podbiegłem do niej. Była to Viola.
L:Viola! Wstawaj! Słyszysz mnie?! Viola!
Zacząłem trzepać nią, ale to nic nie dało. Straciła przytomność! Zadzwoniłem po karetkę. Przyjechali jak najszybciej. Powiedzieli, że Viola jest w ciężkim stanie. Podobno, że wzięła tabletki na ból głowy, ale wcześniej piła alkohol. Byłem załamany. Dlaczego ona.. i dlaczego ona to zrobiła? Czy aż tak jej źle się żyje? Pojechałem razem z nią do szpitala. Czekałem aż się obudzi. Niestety, nie budziła się. Powiadomiłem o tym zdarzeniu jej bliskich czyli rodzinę. Przyjechaliśmy wszyscy na drugi dzień. Czyli Ja, jej tata,Priscilla, Fede i Ludmiła. Modliłem się całą noc, żeby wyzdrowiała. Nagle poruszyła ręką. Miałem nadzieję, że zaraz otworzy oczy i że powiem jej jak ją kocham. Niestety zawiodłem się. Nie budziła się. Nagle urządzenie na którym wyświetlało się bicie serca, zaczęło pikać. Violetta zaczęła cała się trzęść. na sale wpadli lekarze. Szybko ją reanimowali. Nagle wzięli łóżko ze sobą na salę operacyjną. Nie wiedziałem o co chodzi. Na szczęście wyszedł jeden lekarz z sali. Mogłem o wszystko zapytać.
L: Dzień dobry! Wie pan co z Violettą? Co z tą dziewczyną na oddziale operacyjnym?
Lekarz: Kim jesteś, żebym ci mówił?
L: Jestem jej.. przyjacielem. Martwię się o nią.
Lekarz: No dobrze. Pańska przyjaciółka walczy o życie! Jest teraz jeszcze w gorszym stanie niż była. Jej serce.. Jej serce powoli umiera. Będzie musiała, albo dostać nowe serce, albo...
L: Albo?!
Lekarz: Albo umrzeć.
L: Ona nie może umrzeć! na pewno ktoś znajdzie się, kto da jej serce...
Lekarz: Oby, inaczej, wie pan. Narazie przy życiu będzie podtrzymywał ją specjalny komputer ale nie na długo. Przepraszam muszę iść! Wzywają mnie. I.. Bądź dobrej myśli młodzieńcze.
Do oczu napłynęły mi łzy. Serce waliło mi jak nigdy. Martwię się o nią. Co jeśli nie znajdzie się dawca? Wtedy ona.. Nie! Ona nie może.. Ona musi żyć. Podeszłem do jej taty i wszystko mu opowiedziałem to co mi lekarz powiedział.. Gdy lekarze skończyli odwieźli Violę na salę. Wszyscy udaliśmy się za nią. Ja w duszy modliłem się za nią i ciągle w myślach powtarzałem "Obudź się, proszę!"




