Wstałam dziś o 6.30 - tak tym razem miałam próby - dużo prób. Scena była gotowa no i można było tańczyć tzn. uczyć się układu i śpiewać w duetach lub trio. Była godzina 14.25 gdy skończyliśmy nagrywać i poszliśmy na długo oczekiwany obiad. Potem poszłam do swojego pokoju i położyłam się, myśląc o Leonie i wczorajszym dniu. Nagle ktoś zapukał do drzwi, nikogo w pokoju nie było dlatego otworzyłam. Był to Leon. Jak go zobaczyłam to chciałam zamknąć szybko drzwi ale on je zablokował. Odpuściłam i usiadłam na łóżku.Leon wszedł i zapytał się mnie co się stało. Siedziałam cicho. Usiadł koło mnie i jeszcze raz zapytał. Nie wytrzymałam i wszystko mu powiedziałam. On złapał mnie za rękę i zaprowadził na puste pole, gdzie były niekiedy drzewa. Powiedział mi, że teraz zawiąże mi oczy opaską i zaprowadzi w magiczne miejsce. Tak też zrobił. Gdy dotarliśmy na miejsce, zdjął mi opaskę i powiedział, że to co wczoraj widziałam, było wszystko dla mnie. Rozglądnęłam się i zobaczyłam koc, na nim kwiaty i... Balon! Byłam prze szczęśliwa! Przytuliłam mocno Leona i podziękowałam. Leon poszedł do mnie, pocałował mnie w policzek i powiedział: Wszystkiego najlepszego skarbie! Ja się zdziwiłam i przypomniało mi się, że dziś mam urodziny. Popłakałam się ze szczęścia. Oboje usiedliśmy na kocu i leżeliśmy patrząc w niebo.
Nagle wstał Leon i stanął koło balonu. Spytał się mnie czy mam chęć się gdzieś przelecieć. Ja odparłam że tak i wsiedliśmy i polecieliśmy. Następnie Leon wziął gitarę i zaczął mi śpiewać piosenkę: "Amor el en aire" Była ona piękna!
Nagle coś stało się z balonem. Zaczął on opuszczać nas na dół. Byliśmy przecież na jakimś odludziu a balon zaczął się obniżać. Przestraszyłam się i przytuliłam do Leona. On zaś próbowałam coś zrobić, jednak nic nie dało się zrobić. Wylądowaliśmy na pustkowiu gdzieś w polach...



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz