Leże na czymś. Czuje to. Głową widzę tylko górę sufitu (?). Czyżby białe niebo. Obok niego lekko żółte światło. "Czy jestem w niebie?" Nie mogę się ruszać. Nie mogę mówić. Jedyne co moge, to myśleć. Jest strasznie cicho, tak jak by nikogo nie było, jakby nikt nie istniał. Poruszyłam ręką. Odzyskałam czucie, ale nadal nie mogę się podnieść. Nagle podchodzi ktoś. Wyciąga do mnie rękę a ja do tej osoby. Wyostrzam wzrok i widzę Leona. Wstaję i stoję prosto twarzą w twarz do niego. Otaczała nas pusta i biała przestrzeń.
V: Ty... ty żyjesz...
L: ...
V: Prosze.. powiedz coś.
Dotknęłam jego policzek. Był taki zimny i blady. Zbliżałam się do jego ust, moimi ustami. Nagle nasze lekko różowe wargi zetknęły się ze sobą i połączyły w jedną jedność. Nagle coś pękło. Ziemia na której stałam zaczęła się trząść. Upadłam na ziemię i Leon również. Zaczęliśmy się od siebie oddalać tak jakby coś nas ciągnęło za nogi. Pstryk! Obudziłam się. Serce pikało mi jak oszalałe. Popatrzyłam w moją prawą stronę i zobaczyłam łóżko szpitalne a na nim chłopaka. Był to Leon. Całe ciało jego dostało wstrząsu i zbiegli się lekarze. Reanimowali go i udało się. Gdy wszystko się uspokoiło podeszli do mnie.
Lek: Dziewczyna się obudziła. Ale nas wystraszyłaś. Nigdy więcej tego nie rób.
Podpięli do mnie kroplówkę i znikli w ciemnym korytarzu. Nagle do sali wszedł mój tata, Priscilla i Ludmiła.
Her: Viola, jak dobrze że się wybudziłaś! Martwiłem się o Ciebie. Obiecaj mi, że nigdy więcej już nic takiego nie zrobisz.
V: Dobrze tato.. obiecuje.
Pris: Violetta, wystraszyłaś nas. Myśleliśmy że już nigdy się nie obudzisz.
V: Wiem.. wiem, że źle zrobiłam. Przepraszam Was wszystkich.
Her: Oo będziesz się tłumaczyć w domu, a teraz wypoczywaj.
Oboje wyszli. Została sama Ludmiła i leżący na osobnym łóżku Leon.
V: Długo będziesz tak tu siedzieć? Nie wolisz iść do domu?
Lud: Wiem, że tyle ci złego zrobiłam, że niechętnie mnie tu widujesz, ale od pewnego czasu jesteśmy siostrami, więc siostry sobie pomagają. Życzę Ci abyś wyzdrowiała..
I wyszła z sali. Nie zdążyłam nawet podziękować..
Leżałam i leżała na tym łóżku sama jak palec. Nagle kątem oka zobaczyłam jak Leon się rusza. Spojrzałam w jego stronę i zobaczyłam ,że już nie śpi i patrzy się na mnie.
Le: Violetta.. czy my. jesteśmy..
V: Nie, nie jesteśmy. Ty żyjesz i ja żyję.
Le: Dziękuję Ci.. przepraszam, porozmawiamy jutro, dobranoc.
Wyjęłam swój pamiętnik. Napisałam na nim dużo rzeczy, m.in. jak spędziłam dzień. Na koniec dodałam: "Nic mnie nie uratowało.. żyję..."
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz