poniedziałek, 23 marca 2015

Ona żyje!

*Leon*
Siedziałem w sali przy Violi. Rozmyślałem nad przyszłością. Ja i Violetta i nasze dzieci.. A teraz Violetta.. Ona może umrzeć, a to wszystko przez takiego jednego głupiego chłopaka.. czyli mnie. Dobra koniec oszukiwania samego siebie. Muszę z tym skończyć.
A więc pozostaje mi pożegnać się. Napiszę list. *15 minut później* Skończyłem. Zostawię go na stoliku przy Violi. Podszedłem do stolika i go położyłem. Popatrzyłem w jej śpiące oczy. Nawet jak są zamknięte są takie piękne. Może ostatni raz ją pocałuje? Tak to dobry pomysł. Usiadłem po bokach łóżku, popatrzyłem ostatni raz w jej zamknięte oczy. Moje też się zamknęły i.. pocałowałem jej suche i lekko siwe usta.
L: Kocham Cię.. Zawsze byłaś dla mnie najważniejsza pamiętaj o tym...
Wyszedłem z sali. Nie oglądałem się za siebie. Widziałem jak lekarze szybko biegli b stronę jej sali, pewnie po to by ją odłączyć. Ale po co biegli? Nie mogli iść? Eh.. Nie ważne.
Po 15 minutach dotarłem do domu cały we łzach. Nikogo na szczęście nie było, rodzice w pracy. Poszedłem do kuchni i wyjąłem jakieś tabletki. Nasypałem garstkę na rękę i popiłem wodą. Wiedziałem co robię. Nie chcę żyć już na tym świecie. Łzy spływały mi po policzku gdy nagle zrobiło mi się ciemno przed oczami i zakręciło w głowie. Upadłem na ziemię zachaczając głową o wystający kąt szafki...
*Violetta*
Siedziałam przytulona sama do siebie w ciemnym pomieszczeniu. Sama.. jak palec. Było mi strasznie zimno, a z ust wydobywała się para jak chciałam coś powiedzieć. Cała się trzęsłam z zimna. Nie wiedziałam, gdzie jestem ani co robię. Nic nie czułam. Nagle zobaczyłam małą jasną kropkę daleko ode mnie. Wstałam i zaczęłam w jej stronę iść, a ona się ciągle powiększała. Byłam już bardzo blisko niej. Wyciągłam w jej stronę rękę i całe światło ogarnęło otaczającą mnie przestrzeń. Było mi tak przyjemnie i ciepło. Iii nagle poczułam jak ktoś mnie trzepie, moim ciałem. Obudziłam się.
Lek: VIOLETTA! ONA ŻYJE! STAŁ SIĘ CUD! 6 dzień śpiączki! Alleluja! Dzwońcie po jej rodziców!
V: Ałaaa.. Moja głowa. Strasznie boli.. Gdzie ja jestem ? W niebie? Jesteście moimi aniołami?
Lek: Co ty mówisz! Jestem twoim lekarzem. Jak dobrze, że się wybudziłaś. Teraz odpoczywaj. Zaraz pielęgniarka przyniesie ci leki które musisz wziąść.
Lekarz wyszedł a ja zobaczyłam list na stoliku. Ciekawe od kogo. Wzięłam niechętnie do ręki. Otworzyłam i wyjęłam kartkę. To co tam było napisane.. Popłakałam się..

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz