poniedziałek, 16 marca 2015

Ona się nie wybudzi...

*Leon*
Na sali w której leżała Viola zostałem już tylko ja. Herman pojechał do domu z Priscillą i Ludmiłą. Byli zmęczeni, a ja nadal czekam, aż ona się obudzi. "To moja wina, jakbym z nią nie zrywał pewnie nie doszło by do tego. Ona mnie na prawdę kochała, a ja... To spieprzyłem. To ja powinienem leżeć na łóżku za to wszystko, a nie ona. Ona nie zasługuje na śmierć. Dawca... Musi się znaleźć inaczej.. nie. inaczej nie będzie". Wziąłem jej rękę do mojej i mocno ścisłem. "Wszystko będzie dobrze, obiecuje." Wstałem i pocałowałem ją w czółko. Wyszedłem z sali i patrzyłem się na nią przez szybę. Nagle zawróciło mi się w głowie. Przewróciłem się i upadłem. Straciłem przytomność. Okej już w porządku. Właśnie leżę na łóżku szpitalnym i są przy mnie wszyscy lekarze. Nie wiem o co chodzi, przecież to tylko zasłabnięcie...
Lek: Oo Leon się obudził. Dobra to robimy badania.
Przyłożył do mojej rozpiętej koszuli jakieś macki i podłączył do jakiegoś sprzętu. Zobaczyłem w niej moje serce. Tak ładnie i powoli biło. Tak samo jak Violi.. Gdybym mógł coś zrobić, coś odważnego, żebym był bohaterem Violetty. Nic mi nie przychodzi do głowy. Właśnie leżę i modlę się za nią aby się w końcu obudziła.. To już 4 dzień jej śpiączki. Nie wytrzymam nie widując jej uśmiechu, łez i.. jej pięknych oczu. Są jak karmelki lub czekolada takie słodkie i brązowe. Mógłbym długo o nich mówić, ale.. czas goni. On nigdy się nie zatrzyma, nie poczeka. Czekajcie.. Moje serce... Jej serce
L:DLACZEGO!?
Krzyknąłem na całą salę. Wszyscy się na mnie popatrzyli jak na jakiegoś dziwnego człowieka. Dobra wiem, że nim jestem ale wpadłem na pomysł.
Lek: LEON!? Co jest?! Ratujmy go!
L: NIE! Proszę przestać i niech pan zabierze te ręce od mojego ciała.. Nic mi nie jest
Lek: Krzyczałeś więc musiało się coś stać.
L: Bo wpadłem na mega pomysł. Violetta.. Ona potrzebuje kogoś..
Lek: Niestety.. Obawiam się że to już jest za późno.. Prawie piąty dzień śpiączki. Przykro nam to stwierdzić, ale obawiam się że Violetta.. Pańska koleżanka.. Ona..
L:Człowieku! Śpiesz się! Czas nie poczeka! Ahh z kim ja pracuje !
Lek: Ona się już nie wybudzi!
Nagle poczułem jak coś we mnie pęka. Tak od środka. Czułem już to raz. Tuż po rozstaniu z Violettą, jednak to nie ten sam ból. Ten jest silniejszy...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz